Mepps-y Roberta Czebotara - A okonie wciąż gryzły

Był skwar. Suwalszczyzna przywitała nas białym, pionowym światłem, cykaniem świerszczy i ogromnymi zielonymi przestrzeniami. Jędrek, mój teatralny kolega, postanowił zrobić frajdę synkowi oraz żonie swej wspaniałej i przez kilka dni odpocząć w pięknym miejscu na łonie natury.
– Ale czy są tam wygody? Bo moja żona jest w tym względzie bardzo wymagająca.
– Jest super. Nie martw się, będziecie zadowoleni.
– Ale czy jest oddzielny pokój dla żony i syna?
– Jasne, że jest. Przedzielony kotarą, ale jest.

Dużo spacerowaliśmy zwiedzając okolicę, dużo spożywaliśmy przepysznych kartaczy, zakrapialiśmy to magiczną Bokszówką, aż wreszcie nadszedł dzień z wędką w roli głównej. Przygotowania do niego trwały już trzy miesiące przed wyjazdem, ale ponieważ Ania-żona jest mocno niewędkarska, Jędrek utrzymywał to w tajemnej głębi.

Znaleźliśmy małe jeziorko wśród pól, z piaszczystą plażą, gęsto porośnięte grążelami. Synek taplał się przy brzegu, zwieńczona rozległym, słomkowym kapeluszem Ania-żona przechadzała się po okolicznych łąkach zbierając kwiecie i komponując bukiety, zaś my z Jędrkiem odławialiśmy wagonowe ilości okoni. Niebo było błękitne, trawy zielone, zapach szczęścia unosił się w powietrzu. Istna sielanka. Po kilku godzinach na łonie natury, kwiaty były zebrane, bukiety skomponowane, kreacja letnia z kapeluszem obnoszona i w życie Ani-żony poczęła się wkradać nuda (choć okonie wciąż gryzły).

Słonko chyliło się ku zachodowi, skwarny dzień przeistaczał się w chłodny wieczór, synek rozpoczął narzekanie, że zimno, że głodny, że komary i że chce już jechać do domu, do Warszawy (a okonie wciąż gryzły). Więc Ania–żona postanowiła rozpocząć swoje niewinne sugestie dotyczące zakończenia łowów (choć okonie wciąż gryzły).

– Mówiłeś, że jedziemy tylko na dwie, trzy godzinki, a jesteśmy tutaj już prawie cztery!
– Proszę Cię pobądźmy tu jeszcze chwilę, pięknie biorą, tak rzadko mogę połowić. Przyrządzę wam za to pyszną kolację.
– Zawsze tylko obiecujesz! Jak w ubiegłym roku chciałam jechać do Chorwacji, to powiedziałeś że za rok. I co? Wylądowałam z moim synem w tym przeklętym miejscu. A zresztą ty mnie nigdy w niczym nie wspierasz! Widzę, że już się nie zmienisz!
Sytuacja nabrzmiewała jak dojrzała brzoskwinia, okonie wciąż gryzły, czasami trafiał się półmetrowy szczupaczek, a i wzdręgi łykały dwójkę Black Fury MEPPS-a. Istna podwodna furia! Ryby zachowywały się tak jakby pierwszy raz w życiu zakosztowały kropkowanych MEPPS-ów! Na brzegu również działy się sceny dantejskie! Dziecko płakało, małżonka krzyczała, a Jędrek chcący chociaż przez chwilę zapomnieć o warszawskim zgiełku, uparł się i próbował wypoczywać.

I nagle, po czterdziestu minutach słownych utarczek, Ania-żona zamilkła, synek się wypłakał, a okonie wciąż gryzły. Pomyślałem sobie, że pora wskoczyć do wody lub ukryć się w trawach, bo to pewnikiem cisza przed prawdziwą burzą.

Nie odzywali się przez kwadrans, może dwa. Na moje słowne zaczepki odpowiadali: Ania-żona burknięciem, Jędrek potoczystą, piękną polszczyzną. Wreszcie po kilku minutach Ania-żona zagadnęła:
– Robercie, masz może jakąś wolną wędkę, bo strasznie mi się tu nudzi.
– Oczywiście, chcesz łowić na spławik czy na spinning?
– A co jest mniej stresujące?
Podarowałem jej okoniowy spinnerek z żyłeczką 0,14 i uwiązałem na agrafce czarnego MEPPS-a Black Fury w żółte kropki nr 2. Ania wykonała pierwszy rzut błystką w swoim życiu.
– I co teraz?
– Teraz musisz kręcić korbką kołowrotka w umiarkowanym
tempie.

– I co dalej?
– Kiedy poczujesz szarpnięcie, zacinaj. Po dwóch ruchach korbki zauważyłem, że ryba jest już zapięta, a Ania-żona rozpoczyna siłowy hol.
– Mamusiu jestem głodny, chodźmy do domu.
– Jędrek, daj dziecku jabłko niech coś przegryzie.

W Ani obudził się wędkarski orzeł! Łowiła okonia za okoniem, prosiła żeby go odczepić bo kłuje, komentowała głośno swoje wyczyny i pytała ile sztuk złowił Jędrek.
Pierwsze gwiazdy pojawiły się na szarym już niebie, a Ania młóciła kolejne okonie i rozemocjonowana krzyczała, że chce jeszcze złowić tylko pięć, no może dziesięć sztuk i że zaraz idziemy do domu.
– Anka do jasnej cholery, chodźmy już, bo naprawdę jest chłodno i robi się ciemno.
– Ależ ty jesteś niemiły dla mnie. Zawsze taki byłeś. Nawet teraz kiedy łowię ryby jesteś dla mnie niemiły.
– Ale kochanie, jest już noc! Okonie nie chcą jeść w nocy!
– Co ty wiesz? Nie znasz się. Ryby żerują przez całą dobę i świetnie widzą pod wodą!
– Cooooo!?
– A poza tym, ta przynęta ma żółte kropki na czarnym tle, więc one na pewno świecą w ciemności!

Kolacja z okoni była przepyszna. I tak już na spokojnie, spoglądając na mojego kumpla Jędrka, miałem nieodparte wrażenie, że ma chłop w życiu prawdziwe szczęście, że jego cudna Ania-żona chociaż dobrze gotuje.

Prawdziwa czarna furia – błystki MEPPS Black Fury®


Mepps-y Roberta Czebotara